Inwestowanie regularne czy jednorazowe — jak ograniczać ryzyko złego momentu

Udostępnij ten artykuł

Masz 30 tys. zł przeznaczone na inwestycje i pojawia się problem: zainwestować całość dzisiaj czy podzielić pieniądze na kilka wpłat? Obawa jest zrozumiała. Nikt nie chce ulokować większej kwoty dzień przed gwałtownym spadkiem rynku.

Regularne inwestowanie może ograniczyć skutki wyjątkowo pechowego momentu wejścia i ułatwić trzymanie się planu. Ma jednak swoją cenę — część pieniędzy przez pewien czas pozostaje poza rynkiem. Dlatego odpowiedź na pytanie „regularnie czy jednorazowo?” zależy również od tego, czy pieniądze już czekają na inwestycję, czy dopiero odkładamy je z kolejnych wynagrodzeń.

Regularne inwestowanie i rozkładanie gotowej kwoty to niezupełnie to samo

To rozróżnienie jest kluczowe.

Pierwsza sytuacja wygląda tak: co miesiąc po wypłacie możesz przeznaczyć 500 albo 1000 zł na inwestycje. Nie masz dziś całej kwoty, którą zamierzasz zainwestować przez następny rok. Kapitał pojawia się stopniowo.

Druga sytuacja jest inna. Masz już 30 tys. zł, ale zamiast zainwestować je jednorazowo, decydujesz się wpłacać po 5 tys. zł miesięcznie przez sześć miesięcy.

W obu przypadkach na rachunku inwestycyjnym pojawiają się regularne wpłaty, lecz ekonomicznie decyzje są inne.

W pierwszym inwestujesz pieniądze w miarę ich pojawiania się. W drugim świadomie przetrzymujesz część dostępnego kapitału poza wybraną inwestycją, aby rozłożyć moment wejścia w czasie.

Co regularne wpłaty mogą zmienić?

Załóżmy, że inwestujesz po 1000 zł miesięcznie w ten sam instrument.

Gdy jego cena jest wysoka, za 1000 zł kupisz mniej jednostek. Gdy cena spadnie, ta sama kwota pozwoli kupić ich więcej. Nie musisz za każdym razem podejmować decyzji, czy obecna cena jest już wystarczająco niska.

Największą praktyczną zaletą takiego systemu może być więc nie matematyczna przewaga nad każdą inną strategią, lecz ograniczenie znaczenia pojedynczego momentu zakupu.

Jeśli dzień po pierwszej wpłacie rynek spadnie o 15 proc., nie oznacza to, że cały zaplanowany kapitał został zainwestowany przed przeceną. Następne transze zostaną ulokowane przy innych cenach.

Mechanizm działa jednak w obie strony.

Jeżeli rynek przez kolejne miesiące będzie systematycznie rósł, późniejsze transze kupią aktywa drożej. Jednorazowa inwestycja dokonana na początku okazałaby się wtedy korzystniejsza.

Regularne inwestowanie nie sprawia więc, że zawsze kupujemy taniej.

Jednorazowe zainwestowanie pieniędzy ma ważną przewagę

Jeżeli kapitał jest już dostępny, inwestycja jednorazowa daje mu od początku pełną ekspozycję na rynek.

Ma to znaczenie, ponieważ aktywa takie jak akcje są kupowane właśnie w oczekiwaniu, że w długim okresie będą generować dodatnią stopę zwrotu, choć nie ma gwarancji takiego wyniku.

Badanie Vanguard porównujące inwestowanie jednorazowe z rozłożeniem wejścia w czasie wykazało, że w analizowanych danych historycznych jednorazowe zainwestowanie kapitału osiągało lepszy wynik mniej więcej w dwóch trzecich przypadków.

Nie oznacza to, że inwestowanie jednorazowe „wygrywa” za każdym razem.

Wynik pokazuje coś innego: trzymanie części przeznaczonego do inwestowania kapitału w gotówce ma koszt alternatywny, gdy rynek w tym czasie rośnie.

Przykład: 24 tys. zł i dwa zupełnie różne scenariusze

Załóżmy, że inwestor ma 24 tys. zł.

Może zainwestować:

  • 24 tys. zł jednego dnia,
  • po 4 tys. zł przez sześć kolejnych miesięcy.

W pierwszym wariancie cała kwota natychmiast reaguje na zmiany wartości inwestycji.

W drugim na początku zainwestowane jest tylko 4 tys. zł, a pozostałe 20 tys. zł czeka na kolejne terminy.

Teraz wyobraźmy sobie gwałtowny spadek tuż po pierwszym zakupie.

Przy inwestycji jednorazowej spadek dotyczy całych 24 tys. zł. Przy inwestowaniu w sześciu transzach dotyczy początkowo tylko pierwszych 4 tys. zł, a następne wpłaty mogą zostać dokonane przy niższych cenach.

Odwróćmy sytuację. Rynek zaczyna rosnąć bezpośrednio po pierwszym zakupie i przez następne miesiące kontynuuje wzrost.

Tym razem inwestor jednorazowy ma od początku zaangażowane 24 tys. zł. Inwestor wpłacający pieniądze stopniowo kupuje kolejne jednostki coraz drożej.

Nie można wiedzieć z góry, który z tych dwóch scenariuszy wystąpi.

Regularne inwestowanie nie usuwa ryzyka rynkowego

To jeden z najważniejszych błędów w rozumieniu tej strategii.

Rozłożenie zakupów w czasie ogranicza ryzyko ulokowania całej kwoty w jednym wyjątkowo niekorzystnym momencie. Nie chroni jednak przed długotrwałym spadkiem wartości wybranego aktywa.

Możesz inwestować co miesiąc przez rok, a następnie obserwować spadek całego rynku. Wszystkie zgromadzone jednostki mogą wtedy stracić na wartości.

Podobnie regularne kupowanie jednej spółki nie rozwiązuje problemu koncentracji. Jeśli firma znajdzie się w poważnych kłopotach, fakt kupowania jej akcji w dwunastu transzach zamiast jednej nie zapewni ochrony przed stratą.

Harmonogram wpłat jest tylko jednym z elementów zarządzania ryzykiem.

Ważniejsze od dnia zakupu może być to, co właściwie kupujesz

Inwestor może bardzo precyzyjnie rozłożyć 50 tys. zł na dziesięć miesięcznych transz, a jednocześnie ulokować całość w jednym bardzo ryzykownym aktywie.

Problem złego momentu wejścia zostanie częściowo rozłożony w czasie, ale pozostanie ryzyko koncentracji.

Dywersyfikacja służy innemu celowi: ograniczeniu zależności portfela od jednego przedsiębiorstwa, branży czy rodzaju aktywów. Nie usuwa ryzyka całego rynku, ale może zmniejszyć konsekwencje problemów dotyczących pojedynczego składnika portfela.

Dlatego pytanie „kiedy kupić?” powinno pojawić się dopiero po pytaniach „co kupuję?”, „jakie ryzyko podejmuję?” i „kiedy te pieniądze będą mi potrzebne?”.

Horyzont kilku miesięcy i kilkunastu lat to dwie różne sytuacje

Jeżeli pieniądze będą potrzebne w przewidywalnym terminie w niedalekiej przyszłości, problemu nie rozwiąże samo podzielenie zakupów na transze.

Wyobraź sobie pieniądze przeznaczone na wkład własny do mieszkania, które będzie kupowane za rok. Zainwestowanie ich w aktywa o dużych wahaniach może być ryzykowne niezależnie od tego, czy zakup zostanie dokonany jednego dnia, czy rozłożony na sześć miesięcy.

Przy wieloletnim celu sytuacja jest inna. Inwestor ma więcej czasu na przejście przez okresy wzrostów i spadków, choć długi horyzont również nie gwarantuje zysku.

Moment wejścia nie powinien więc przesłaniać celu inwestycji.

Kiedy rozłożenie dużej kwoty może mieć praktyczny sens?

Wyobraźmy sobie osobę, która przez lata trzymała oszczędności na rachunku, a teraz chce po raz pierwszy zainwestować 100 tys. zł.

Z matematycznego punktu widzenia może dojść do wniosku, że natychmiastowe wejście na rynek zapewnia kapitałowi więcej czasu na pracę.

Problem pojawia się dzień później, gdy wartość portfela spada o kilka procent.

Dla niedoświadczonego inwestora strata widoczna na rachunku może być na tyle stresująca, że sprzeda aktywa, porzuci plan i wróci do gotówki. Wtedy problemem nie jest już tylko wynik rynku, ale zachowanie inwestora.

Rozłożenie wejścia na kilka z góry ustalonych transz może zmniejszyć ciężar psychologiczny pierwszej decyzji.

Nie dlatego, że gwarantuje większy zysk. Może po prostu ułatwić realizowanie strategii mimo krótkoterminowych wahań.

Najgorszy plan to często: „poczekam na dobry moment”

Inwestor ma gotówkę, ale ceny wydają mu się zbyt wysokie.

Postanawia poczekać na spadek.

Rynek rośnie o kilka procent. Teraz inwestowanie wydaje się jeszcze mniej atrakcyjne, więc czeka dalej.

Po pewnym czasie następuje spadek, na który czekał. Tyle że nagłówki są alarmujące, prognozy pesymistyczne i tym razem inwestor boi się kupić, bo „może spaść jeszcze bardziej”.

Kiedy sytuacja się uspokaja, ceny są już wyższe.

Nie zawsze wydarzy się dokładnie taki scenariusz. Pokazuje on jednak problem próby wyznaczania idealnego momentu: trzeba poprawnie zdecydować nie tylko, kiedy nie kupować, lecz również kiedy później wejść na rynek.

Z góry określony harmonogram usuwa część tych decyzji.

Jeśli wybierasz regularne wpłaty, ustal zasady przed pierwszym zakupem

Strategia „będę inwestował stopniowo” jest zbyt nieprecyzyjna.

Lepszy plan może wyglądać tak:

„Mam 30 tys. zł przeznaczone na długoterminową inwestycję. Podzielę kwotę na sześć równych części i będę inwestował jedną część w ustalonym dniu każdego miesiąca przez pół roku, niezależnie od bieżących wiadomości rynkowych”.

Taki plan określa kwotę, częstotliwość oraz moment zakończenia procesu.

Nie należy natomiast zmieniać harmonogramu przy każdym spadku i wzroście. Jeżeli podczas przeceny wstrzymujemy zaplanowaną wpłatę ze strachu, a po wzroście zwiększamy ją z obawy przed „uciekającym rynkiem”, wracamy do próby przewidywania krótkoterminowych zmian cen.

Co zrobić z pieniędzmi czekającymi na kolejne transze?

To często pomijany element regularnego inwestowania gotowej kwoty.

Jeżeli 60 tys. zł ma zostać zainwestowane w ciągu roku, znaczna część kapitału przez wiele miesięcy będzie czekała na swoją kolej.

Trzeba więc zdecydować, gdzie w tym czasie przechowywać te środki.

Powinno to być rozwiązanie odpowiadające krótkiemu terminowi oraz potrzebie dostępu do pieniędzy w zaplanowanych dniach. Nie ma sensu tworzyć dodatkowego ryzyka tylko po to, aby kapitał oczekujący na inwestycję również „pracował”.

Trzeba też uwzględnić koszty transakcyjne. Jeżeli każda operacja wiąże się z prowizją lub inną opłatą, duża liczba bardzo małych zakupów może być mniej efektywna kosztowo.

Spadek po zakupie nie oznacza, że decyzja była błędna

To ważny test sposobu myślenia inwestora.

Kupujesz aktywo za 10 tys. zł. Tydzień później jego wartość spada o 8 proc.

Czy zakup był błędem?

Nie da się tego stwierdzić wyłącznie na podstawie późniejszego ruchu ceny. Jeżeli decyzja wynikała z wieloletniego planu, właściwego poziomu ryzyka i odpowiednio zbudowanego portfela, krótkoterminowy spadek był jednym z możliwych scenariuszy już w momencie zakupu.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy inwestor przeznaczył na ryzykowne aktywo pieniądze potrzebne za kilka miesięcy albo kupił produkt, którego działania nie rozumiał.

Wtedy problemem nie jest pechowa data w kalendarzu, lecz konstrukcja całej decyzji.

Regularne wpłaty z pensji mają jeszcze jedną przewagę

Osoba odkładająca część każdego wynagrodzenia nie musi przez lata odpowiadać na pytanie: „czy dzisiaj jest dobry dzień na inwestowanie?”.

Może określić stałą kwotę lub część dochodu i realizować plan niezależnie od bieżących nastrojów na rynku.

W jednym miesiącu kupi drożej, w innym taniej. Przestaje jednak uzależniać odkładanie na odległy cel od tego, co akurat wydarzyło się na giełdzie.

Automatyzacja może być tutaj bardziej wartościowa niż próba znalezienia idealnej daty.

Regularnie czy jednorazowo? Zrób test pięciu pytań

Przed wyborem sposobu wejścia na rynek odpowiedz sobie na pięć pytań.

Czy cała kwota jest już dostępna? Jeśli pieniądze dopiero będą pojawiały się z kolejnych wypłat, nie jest to klasyczny wybór między jednorazowym a stopniowym ulokowaniem gotowej sumy.

Kiedy pieniądze będą potrzebne? Im krótszy horyzont, tym większe znaczenie ma dopasowanie poziomu ryzyka do celu.

Jak zareaguję na spadek dzień po zakupie? Jeśli strata kilkunastu procent skłoniłaby Cię do natychmiastowej sprzedaży, problem może dotyczyć zarówno sposobu wejścia, jak i zbyt wysokiego poziomu ryzyka.

Czy portfel jest zdywersyfikowany? Rozłożenie w czasie zakupów jednego ryzykownego aktywa nie zastępuje dywersyfikacji.

Czy potrafię trzymać się ustalonego harmonogramu? Regularne inwestowanie traci dużą część swojej praktycznej przewagi, jeśli terminy wpłat są stale zmieniane na podstawie emocji i prognoz.

Nie da się usunąć ryzyka złego momentu — można zmniejszyć jego znaczenie

Inwestowanie jednorazowe oznacza, że cały dostępny kapitał wcześniej trafia na rynek. Jeżeli ceny później rosną, jest to korzystne. Jeżeli tuż po zakupie następuje silny spadek, konsekwencje od razu dotyczą całej kwoty.

Rozłożenie inwestycji na transze zmniejsza zależność od jednej daty i może być łatwiejsze psychologicznie, ale część kapitału przez pewien czas pozostaje poza rynkiem. Przy rosnącym rynku oznacza to koszt utraconych możliwości.

Nie istnieje metoda, która pozwala zachować wszystkie zalety obu rozwiązań bez ich wad.

Dlatego zamiast próbować odgadnąć najlepszy dzień, lepiej zbudować zasady, których da się przestrzegać również wtedy, gdy na rynku robi się nerwowo: odpowiedni horyzont, akceptowalny poziom ryzyka, dywersyfikacja i z góry ustalony sposób wpłacania pieniędzy.

To właśnie te elementy ograniczają znaczenie „złego momentu” bardziej niż kolejna prognoza próbująca przewidzieć, gdzie rynek znajdzie się za tydzień.

Zobacz także


Udostępnij ten artykuł

Dodaj komentarz